Zastanawiam się, po przeczytaniu kolejnej, identycznej, instrukcji ochrony, gdzie się gubi profesjonalizm. Przecież zasady pisania planu ochrony są wykładane czy na kursie, czy w trakcie szkoły, które trzeba ukończyć ze skutkiem POZYTYWNYM, żeby móc otrzymać licencję.

I w kolejnej instrukcji, błędy, jak w poprzednich. Ale może od początku…

Dlaczego nosi to nazwę INSTRUKCJI, a nie PLAN OCHRONY? Wszak zawartość niemalże identyczna. Ale może ktoś tak lubi. Za to poza sama nazwą… Cóż.

Zastanawiam się, jak to jest, że jak ludzie starają się na stanowiska, zaczynają pracę, czy spotykam się z nimi nieformalnie przy piwku – to spece nad specami. I to całkiem poważnie, maja wiedzę, kwalifikacje, z pamięci mówią, co w planie być powinno a czego się wystrzegać.

A potem w trakcie audytu dostaję instrukcję, podpisaną przez takiego znajomego, czy nawet kolegę i… świat się wali. Gdzie i kiedy po drodze ów profesjonalizm ginie?

Kolejna instrukcja, obiektu nawet nie podlegającego obowiązkowej ochronie, a w nim zawarta procedura postępowania po ujawnieniu informacji NIEJAWNYCH. Tylko nigdzie wcześniej nie ma ani słówka o tym, że niejawne na obiekcie są. Ani w cześci dotyczącej charakterystyki, ani w części dotyczącej „analizy” zagrożeń. Analizy .. hm… nie do końca analizy…. Ale to na inny wpis.

Branża ochrony mam wrażenie,  nie podniesienie się z marazmu i nijakości, jak osoby zarządzające nie będą używały tego, co potrafią i czego się nauczyły.

A z czego wynika ta niechęć, naprawdę nie wiem…